Camping Weekend Glamping Tester

Glamping Tester 2017 dziennik podróży

Dziennik podróży kemping San Francesco

Docelowym miejscem naszych tegorocznych wakacji był camping San Francesco, położony we Włoszech, nad jeziorem Garda. Choć nie jest to bardzo daleko,  podróż nad Gardę zajęła nam 5 dni, ponieważ postanowiliśmy tym razem się nie spieszyć. Olaliśmy autostrady, jeździliśmy tam, gdzie GPS nie sięga i zatrzymywaliśmy się, gdzie kto miał ochotę.  Żeby cała ekipa była zadowolona, było trochę gór i trochę morza…

W końcu 1 lipca, dotarliśmy nad Gardę.  Pierwszego dnia postanowiliśmy odpocząć po 5-dniowej tułaczce. Poszliśmy nad jezioro Garda, które jest przepiękne

W niedzielę postanowiliśmy wybrać się do pobliskiego Sirmione. Zabytkowe miasto oddalone jest około 5km od campingu. Jako, że centrum miasta jest zamknięte dla ruchu samochodowego i trzeba zaparkować na obrzeżach, postanowiliśmy nie robić sobie tego kłopotu i poszliśmy pieszo, przy okazji zwiedzając okolicę. Sirmione to piękne miasto położone na cyplu wcinającym się w Jezioro Garda. Będąc w nim, trzeba koniecznie zwiedzić zamek Scaligerich i ruiny Grotta di Catullo. 

W poniedziałek postanowiliśmy przetestować campingowy basen. Jest czyściutki, z dużym, fajnym spray parkiem dla dzieciaków. Na basenie bywaliśmy często o różnych porach dnia i nigdy na nim nie było tłoczno, pomimo – wydawałoby się – pełnego obłożenia na campingu. Zawsze były też wolne leżaki czy parasole, oczywiście bezpłatne.

Wieczorem nasza młodsza część ekipy postanowiła odwiedzić salon gier i „poszwędać” się trochę po campingu.

Następnego dnia, czyli we wtorek, mieliśmy ruszyć na Monte Baldo, ale większość naszej załogi uznała, że camping jest taki fajny, że nigdzie z niego nie wychodzą. W końcu się zgodziłam, ponieważ ze względu na wysoką temperaturę woda parowała i nad Gardą unosiła się mgła, więc ze szczytu mogłaby być słaba widoczność. Nie powiem, trochę przekonała mnie też pyszna mrożona kawa z basenowej kafejki😉

Nie pisałam że camping posiada prywatną, bardzo kameralną plażę nad Gardą. Można tam wynająć motorówki, rowery wodne, kajaki i łódki.  Po południu postanowiliśmy skorzystać z rowerów wodnych, frajdy było co nie miara.

Na deser nasza sportowa część udała się na kort tenisowy. Na campingu jest darmowy kort, a nawet dwa, można też wypożyczyć rakietki do tenisa. W część sportowej jest także boisko do koszykówki, siatkówki i piłki nożnej.

W środę udało nam się pojechać do Limone sul Garda. Miejscowość ta położona jest w górzystym terenie, około 1,5 godziny drogi od campingu, w dużej mierze wijącej się urwiskami nad Gardą, oraz w tunelach wykutych w skałach. Warto jednak przebyć tą drogę, ponieważ miasteczko jest przepiękne. Kiedyś słynęło z upraw cytryn, które do tej pory można znaleźć na każdym kroku. Oczywiście zaopatrzyliśmy się w cytrynowe likiery – Limoncello i Limoncini, oraz spróbowaliśmy pysznych lodów – młodsi o smaku coca-coli, a starsi limoncello, choć były też o smaku wódki 😉 W planach na ten dzień mieliśmy jeszcze wypad do Rivy del Garda, wodospad Cascata Varone, oraz jezioro Tenno, ale młodsi oprotestowali pomysł, ponieważ po południu na campingu miał się odbyć mecz piłki wodnej i koniecznie chcieli wziąć udział. Było warto, drużyna Vacanceselect z najmłodszym bramkarzem w składzie odniosła spektakularne zwycięstwo.

Wieczorkiem jeszcze mały meczyk, już na zwyczajnym boisku, oraz chwila poświęcona na zachód słońca nad Gardą.

W czwartek zdecydowaliśmy się na ponowny marsz do Sirmione – starszą część ekipy zauroczyło miasteczko, oraz przepiękna plaża zbudowana z płaskich kamieni. Młodzież natomiast chciała odwiedzić mały sklepik, w którym podobno są najlepsze spinnery świata.

Na kolację przepyszna pizza z campingowej knajpki, pokaz tańców latynoamerykańskich oraz oczywiście zachód słońca.

Piątek to już ostatni dzień na campingu, spędzony na leniuchowaniu. Basen i jezioro przeplatane odrobiną sportu, to było to, na co wszyscy mieli ochotę.

W sobotę ostatnia kawa na tarasie i wyruszenie w drogę do domu. Oczywiście nie bezpośrednio, powolne jeżdżenie bardzo się wszystkim spodobało, więc postanowiłam zabrać jeszcze rodzinę do mojego kochanego Altoetting i dawno nie widzianych przyjaciół.

Podsumowując - camping  San Francesco spokojny, kameralny, a jednocześnie nie jest nudny. Jest na nim wszystko co potrzebna, żeby dobrze wypocząć. Świetny personel, animatorzy, mnóstwo zajęć dla dzieci. Camping jest bardzo bezpieczny. Nasze urwisy same po nim spacerowały i były przeszczęśliwe. Posiada także dużo udogodnień dla osób niepełnosprawnych.

W okolicy jest co robić, jest mnóstwo do zwiedzania. Mieliśmy w planie jeszcze Malcasine ze szczytem Monte Baldo, Park Sigurta, ZOO Safari (Parco Natura Viva), Gardaland, ale zabrakło nam czasu. Mamy w planach wybrać się w te okolice jeszcze raz, przynajmniej na 2 tygodnie. Bilety na wszystkie wymienione atrakcje można nabyć w recepcji na campingu.

Camping jest przepięknie ukwiecony, kwiaty są dosłownie wszędzie.  Na campingu można wybierać w różnego rodzaju zakwaterowaniu. Można wynająć parcelę, domek lub namiot. My mieliśmy okazję mieszkać w namiocie Lodge Tent. Jest w nim praktycznie wszystko czego można chcieć na wakacjach – dobrze wyposażony aneks kuchenny, drewniany taras, leżaki, łazienka z prysznicem i wc, oraz dwa pokoje do spania z wygodnymi łóżkami. Jako, że ściany są z materiału, Lodge Tent jest przewiewny i pomimo 30 stopniowych upałów w środku panował miły chłodek.  Namioty umieszczone są w fajnym miejscu na campingu, obok naszego mieszkała sowa.

Podsumowując, wakacje z firmą Vacanceselect były bardzo udane i w takich warunkach, w takim zakwaterowaniu, możemy testować campingi co roku 😉